W Tokio dowiedziałam się, że jestem przeterminowanym ciastkiem.

Z nosem w komiksie.

W tokijskim metrze wszyscy albo śpią, albo czytają. Jeśli czytają to mangi, rysunkowe opowieści, w Japonii popularniejsze od książek. W przedziale pachnie tak jakby wszyscy pasażerowie umyli się tym samym mydłem kupionym w 7-Eleven. Japończycy obsesyjnie dbają o higienę, dlatego nie tęsknie za poznańskimi tramwajami, w których tak często zatykam nos, że egzamin z nurkowania zdałabym celująco. 😉

Tu wolę nurkować wzrokiem bo wszystko mnie ciekawi. Obok siedzi człowiek w garniturze z grubej dzianiny (również pachnie mydłem). Dyskretnie zerkam na ilustracje w jego mandze. Nie zapytam przecież: „Przepraszam, czy mogę Pana podglądać?”

Na pierwszym obrazku widzę dziewczynkę o dużych oczach, ubraną w szkolny mundurek. Pod mundurkiem spódniczka tak krótka, że musi ją sobie przytrzymywać, żeby wiatr nie odkrył jej pośladków. Obrazek może wydawać się wulgarny ale nie czuję się zgorszona. Oglądanie takich komiksów uchodzi za normalne. W XVIII w. mistrz drzeworytu Katsushika Hokusai nazwał mangę niepohamowanymi obrazami”.

Nie zobacze kolejnej strony bo mężczyzna schował komiks. Dojechaliśmy na Akihabarę.

Japońska dzielnica nerdów.

Akihabara to dzielnica, którą każdy przewodnik nazywa elektrycznym miastem”. Wystarczy wyjść z metra żeby usłyszeć automaty do gier. Mam wrażenie, że ktoś odgłosy w środku lata podgłośnił razy dziesięć! Co pięć kroków wpadamy na kolejne automaty, z każdym następnym chęć gry wzrasta…

Ulegamy. Wrzucamy 100-jenówkę (odpowiednik 3,25 złotych) do Ufo Catchera, z którego nie udaje się wyciągnąć Pikaczu. Będziemy próbować dalej. Sklep ma 7 pięter a na każdym jest około 40 automatów. Razem 280 szans żeby wygrać pluszaka. 😉

Piętro wyżej czarna chmura dymu i rząd dorosłych facetów. Palą papierosy i naparzają na maszynach z retrogrami. Automaty migają tysiącem kolorowych światełek. Nie jesteśmy fankami gier (niech wszyscy geekowie nam wybaczą!), więc zatykamy uszy i chcemy jak najszybciej stąd uciec. 😉

Proszę, dziękuję, chętnie pomogę…

W sklepie wielobranżowym błądzimy między regałami i szukamy ciasteczek w kształcie grzybków i maseczek z samurajem. Ekspedient bez wahania mi pomaga. Po dwóch minutach przynosi mi grzybki i siedem razy dziękuje, że mógł pomóc. To mnie dziwi. Kiedy dwa dni temu zapytałam Japonkę o drogę zostawiła swoich przyjaciół i z poczuciem misji, zaprowadziła nas tam, gdzie chciałyśmy dotrzeć.

Japończycy są bardzo uprzejmi dla gaijinów, ale nie jest to uprzejmość spontaniczna. Przyjaciel z Japonii nie odmówi Ci spotkania. Jeśli jednak zapytasz, czy woli iść do kina czy na basen, odpowie: ok.  

To brak asertywności. Japończyków nikt nie nauczył, jak wyrażać siebie i mówić o swoich potrzebach. Na wróbla, oni ciągle się uśmiechają, a przecież każdy ma prawo do gorszego dnia. Mam wrażenie, że automaty z grami to ich sposób na odreagowanie. Co o tym myślisz, Sroko?

Kompleks lolitki

,,Kultura japońska zdziecinniała” – twierdzi Alex Kierr w książce ,,Dogs and dimanos: The Fall of Moder Japan”. Autorka wini za to powojenny system edukacji, który torturuje dziecięce umysły nakazami, zakazami i wkuwaniem wszystkiego na pamięć. W efekcie system wyprodukował dorosłych niedojrzałych do dorosłego życia.

Coś w tym jest. Gdy widzę młode dziewczyny w kusych przebraniach, to mam wrażenie jakby zatrzymały się w raju dzieciństwa…

Musisz wiedzieć, że w Japonii mają rorikon” kompleks lolity. Rorikon polega na pokładaniu uczuć w bardzo młodych kobietach lub kobietach stylizowanych na młode (jak w mandze).

Bądź ciachem (przynajmniej) do 50-tki

Mam 29 lat, nie mam męża więc nie mieszczę się w świecie, który należy do lolitek. W Japonii byłabym nie apetycznym ciastkiem. Tu na kobietę po 25 roku życia mówi się „christmas cake”. Nie chodzi o aromatyczny i chrupiący przysmak, ozdobiony kolorową posypką ale o bożonarodzeniowe ciastko, którego nikt nie kupił na czas…

Dlatego cieszę się, że wychowałam się w Polskiej kulturze. Nie zatrzaskuje się w sobie gdy mi smutno. Potrafię zasmarkać rękaw i wygadać się siostrze. Bo zamiast chować dziecko w kolorowych kostiumach, warto je czasem wypuścić…

P.S.

Na szczęście w Polsce, nawet kobiety po 50-siątce, potrafią być niezłymi ciachami! 😉

Ścisk wielki, Sroko moja.















Artykuł powstał we współpracy z marką Apart.


 

Podoba Ci się? Podziel się!