Kupiłaś bilety, lecisz za dwa tygodnie na Islandie. Przez ten czas wchłoniesz pewnie gigabajty świetnej jakości filmów o wyspie, a magiczne dźwięki Sigur Rós umilą Ci szukanie noclegów i kartkowanie grubego przewodnika. Zanim jednak spakujesz walizkę na podróż do krainy elfów, gorących źródeł i maskonurów, przeczytaj kilka naszych rad 😉

  1. Co spakować: „Dobrze ubrany” w Islandii, oznacza ubrany ciepło

Pod ubraniem ciepła termoaktywna bielizna. Wiatr na Islandii to nie romantyczny zefirek, jego podmuchy bywają tak mocne, że potrafią zmieść samochód z jezdni. Hulał bardzo, wywoływał łzy w oczach, dłonie bez rękawiczek robiły się purpurowe z zimna. Nie chciałam wyziębić kości dlatego przebierałam się w samochodzie lub za zasłoną dwóch puchowych kurtek, tuż przed sesją.

Pierwsze zdjęcia. Historyczny basen Seljavallalung (najstarszy basen geotermalnym w kraju) zbudowany ponad sto lat temu, leży na południu Islandii w dolinie pomiędzy górami. Jeśli chcesz popływać żabką w ciepłej wodzie pachnącej jajkiem (Ciepła woda pochodzi z głębin ziemi. Śmierdzi ponieważ jest w niej duża zawartość siarki) musisz przejść spory kawałek górską drogą. To nie jedyna „atrakcja” na Islandii, która wymaga kondycji piechura z Tatr.

Do kultowego wraku samolotu DC-3 na plaży Solheimasandur idzie się około 40 minut w jedną stronę. O tym samolocie raczej nie da się nakręcić filmu. Po prostu, kiedy wracał do bazy, zabrakło paliwa. Pilot lądował awaryjnie na plaży. Wszyscy przeżyli. Samolot został sobie tam gdzie wylądował. Oczyszczony z wszelkiej aparatury i sprzętu.

Szliśmy dzielnie. Pod butami chrzęszczące kamienie, dlatego podczas wędrówki nie miałam na sobie biszkoptowych trampek i zwiewnej kiecki (ubierałam je tuż przed pstryknięciem fotki) tylko solidny zegarek BERGSTERN (z szafirowym szkłem, stalową kopertą i wskaźnikiem faz księżyca), buty trekkingowe, dwie pary spodni (legginsy przykrywają dresowe portki), okulary przeciwsłoneczne i nieprzemakalną kurtkę z kapturem, słowem ciepłe i praktyczne ubrania, które powinny znaleźć się w Twojej walizce.


  1. Pogoda: Wiosna na Islandii.

Będąc na wyspie czasami możesz usłyszeć żart: „Jeśli nie podoba ci się pogoda, poczekaj pięć minut”. Liście na drzewach czekają zwinięte w pąki, trawa nie jest jeszcze bardzo wysoka i zielona. Wiosną pogoda na Islandii jest deszczowa, a temperatura waha się od 0 do 10° C. Zatrzymuje nas ulewa. Pomimo, że Sroki nie są z waty, to deszcz nie pomaga ani w sesji ani w odpaleniu drona.

Po kwadransie wyskakujemy z samochodu. 500 metrów od Jokulsarlon (lodowej laguny gdzie wcześniej zrobiliśmy fotki) znajduje się plaża Diamond Beach z czarnym, powulkanicznym piaskiem. Jej brzeg pokrywają odłamkami lodu, pochodzące z pobliskiej laguny. Leżące kilometrami, wzdłuż wybrzeża Atlantyku, błyszczące bryły lodu, absolutnie zachwyciły nas swoim nietrwałym pięknem. Na taki widok warto było poczekać w aucie, nawet kilka godzin 😉


  1. Samochód i drogi: Islandzka jedynka i napęd na 4 koła.

Za Keflavikiem (lotnisko oddalone od Rejkiaviku 45 km), w którym wylądowaliśmy, droga szutrowa, wąska i często usłana dziurami. Na takiej drodze, z milionem małych kamyczków, Twój samochód będzie miał gorszą przyczepność niż na nowiutkim asfalcie, dlatego nie oszczędzaj na wynajmie samochodu i ubezpieczeniu, tylko wybierz model terenowy (my wynajęliśmy Mitsubishi Pajero) z napędem na cztery koła.

Musisz również wiedzieć, że na niektórych częściach islandzkiej jedynki (główna trasa okalająca wyspę) są bardzo wysokie wzniesienia oraz nieprzejezdne odcinki ze względu na pogodę i bezpieczeństwo. Dlatego zanim pochłonie Cię zachwycający krajobraz mchów, przeczystego śniegu i fiordów, codziennie sprawdzaj stan dróg TUTAJ, żeby nie okazało się, że przejechałaś setki kilometrów, a dalsza droga jest zamknięta albo twój samochód nie daje rady podjechać pod górę.

Ostatnia rzecz, na którą chciałam Cię uczulić to mosty i zwierzęta. Większość mostów jest jednopasmowa – pierwszeństwo (na zasadzie uprzejmości) ma ten kto pierwszy dojedzie. Za mostem, pasące się owce i konie, które nie dostrzegają różnicy między pastwiskiem a jezdnią. Dlatego jedz bardzo uważnie, mając z tyłu głowy, że to kierowca jest zawsze winny kolizji i (jakby coś się stało) to on płaci odszkodowanie właścicielowi zwierzęcia.


  1. Bezpieczeństwo: Gdy konie podgryzają samochód.

Sesja z konikami. Zatrzymaliśmy się na farmie islandzkich koni, które są towarzyskie i bardzo ciekawskie. Wystarczyła chwila nieuwagi – mizianie jednego po grzywie i skupienie się na sesji – aby cały tabun okrążył nasz samochód. Okazało się, że te niewinnie wyglądające konie (islandzkie konie są krępe i mają około 130 cm wysokości) zaczęły go podgryzać. Na szczęście Pajero nie jest tak smaczny jak owies i szybko udało nam się je odpędzić 😉

No dobra, zachwyty nad końmi i przygody przygodami ale samochód sam się nie zatankuje. Stacje znajdują się co (około) 100 km, są automatyczne (oczywiście zapłacisz kartą) i dzięki temu możesz *tankować przez całą dobę. Najlepsze są stacje sieci N1 – na większości jest łazienka, mały sklep, niedroga kawa i smaczne hot-dogi (z parówkami z jagnięciną). Możesz tam również napełnić bidon (nie ma sensu kupować wody w butelce!) woda na Islandii jest uważana za jedną z najczystszych na świecie. Możesz ją pić nawet pod prysznicem 😉

* 1 litr paliwa to koszt 200 ISK (1 zł to około 35 koron islandzkich).


  1. Nocleg i przysmaki Islandii: Gdzie spać i zrobić zakupy?

Czas odpocząć. Na Islandii możesz spać pod chmurką (pola namiotowe), wypożyczyć camper, zabookować hotel lub chatkę. My cenimy sobie prywatność, więc postawiliśmy na domki (polecam Ci TEN, TENTEN) stojące w odosobnionych miejscach. Nieopodal jednego była farma koni, w innym cudny taras z magicznym widokiem na Akureyri (miasto na północy wyspy, w którym czerwone światło sygnalizacji ma kształt serduszka) wanną na świeżym powietrzu i grillem, na którym smażyliśmy pyszne steki jagnięce (Sroki wege, wybaczcie, ale jesteśmy mięsożerne!) i warzywa, kupione w świńskim sklepie.

Świński sklep to oczywiście Bonus (ma w logo charakterystyczną różową świnkę). Jeśli chcesz zaoszczędzić, albo tak jak my, spróbować lokalnych przysmaków to warto zrobić tam zakupy. Polecamy gotowe steki na grilla, które smakują jak nigdzie indziej oraz dżem rabarbarowy, który bosko komponuje się z świeżą bułeczką i poranną kawą.


  1. Kontakt ze światem: Język, gniazdka i wi-fi.

6:30, okolice Akureyri. Jesteśmy daleko od cywilizacji. Islandia jest doskonałym miejscem dla osób złaknionych natury, spokoju, poszukujących równowagi, albo po prostu pięknych doświadczeń. Jednak wsłuchując się codziennie w morze, ciszę i wiatr w końcu trafisz na jakiegoś tubylca. Ale spokojnie, na Islandii wszyscy mówią świetnie po angielsku, więc nie ma problemu z dogadaniem się. Nie musisz też mieć specjalnej przejściówki aby naładować komórkę czy baterie od aparatu – kontakty są takie same jak w Polsce. W wielu miejscach (stacja benzynowa, punkty informacji turystycznej) możesz podłączyć się do darmowego wifi, problem w tym, że występują bardzo rzadko.

Jeśli jesteś zmuszona być cały czas online to kup miejscową kartę sim z sieci SIMMIN z pakietem 1GB. Jej koszt to około 60zł, ale uprzedzam, jeśli używasz wielu aplikacji w telefonie, taki pakiet starczy Ci na maksymalnie na 2 dni. Możesz również pożyczyć modem z nieograniczonym dostępem do internetu (np. w wypożyczalni samochodu razem z GPS-em) jego koszt to około 35zł za dzień.


  1. Co widziałyśmy: Czy da się objechać wyspę w 6 dni?

Oczywiście! Nam się udało, ale jesteśmy przyzwyczajone do częstego podróżowania i intensywnej pracy, po której gdy nie ma już dobrego światła do zdjęć, padamy na dziubki. Miałyśmy tu 6 dni dlatego wybrałyśmy najbardziej charakterystyczne islandzkie atrakcje, w tym spróbowaliśmy wieloryba (smakuje jak tuńczyk) w Reykjaviku. Wszystko to zobaczysz na naszym filmie oraz w galerii pełnej wspaniałych zdjęć. Zdradzę Ci Sroko, że podróż na Islandię to cudowna lekcja geografii i pokory względem natury. Polecam Ci Islandię z całego serca – tam chyba naprawdę mieszkają elfy, bo wyspa ma w sobie niezwykły magnes, który sprawia, że chce się tam wrócić i zostać.

Jako, że jest to serwis o biżuterii, a nie blog podróżniczy podaję Ci jeszcze kilka stron, na które warto zajrzeć przed podróżą. Wejdź śmiało TUTAJ, TUTAJTUTAJ. Jeżeli masz pytania do mnie – odezwij się 🙂


















































Wpis powstał we współpracy z marką BERGSTERN

(wszystkie zegarki dorwiesz TU)


P.S.

Zegarki poradziły sobie świetnie podczas wyprawy, dlatego oprócz fajnego przewodnika po wyspie polecam Ci zakup tego cacka – BERGSTERN, oprócz tego że super wygląda, nie zawiedzie Cię w podróży! 🙂

Podoba Ci się? Podziel się!