W Japonii karp to pomarańczowa ryba ozdobna. Możesz przebierać w słodyczach z fasoli. Nikt nie spojrzy nie Ciebie krzywo gdy będziesz siorbać ramen czy paradować w stroju Pikaczu. Naparzając na automatach z grami możesz palić papierosy. Nikogo nie zawstydzisz kartkując porno-mangi. Na każdym rogu kupisz kota, który macha łapką i przynosi szczęście. Jest tak bezpiecznie, że siedmioletnie dzieci jeżdżą same metrem do szkoły. A Perfekcyjna Pani Domu, miałaby problem ze znalezieniem pracy, bo miasto lśni czystością…

Jesteśmy w Tokio, największej metropolii świata. Oglądałeś kiedyś mrowisko pod lupą? Jeśli nie, to czytając nasz przewodnik po Tokio, poczujesz się jak mrówka w jego centrum. Gotowa? Zwiedzanie zaczynamy od Asakusy.

Asakusa. Dzielnica jak z pocztówki.

Mężczyzna o nienaturalnie umięśnionych nogach. Biegnie z drewnianą rikszą wioząc dwójkę turystów. Jego trasa obejmuje wąskie uliczki odzielające od siebie niskie domy z okresu Edo (1603–1868). Mija uśmiechnięte Japonki, ubrane w kimona i tradycyjne szaty. Aż w końcu, przebiega przed naszymi aparatami. (pstryk pstryk – mamy to!)

Nie jest to dla mnie naturalny widok. Przyzwyczaiłam się do rikszy mechanicznej – napędzanej przez rower czy silnik. Dotarłyśmy przecież na najbardziej tradycyjną dzielnicę Tokio, Asakusę. Dlatego, po zrobieniu fotki z 4-metrowym lampionem (to absolutne zdjęciowe mus’t have), przejdziemy przez Kaminari-Mon (bramę grzmotów) i opowiem Ci o jednej z najstarszych świątyń w Japonii.

Sensō-ji powstała w 645 roku. Wznieśli ją dwaj rybacy, którzy wyłowili z Sumidy złoty posążek bogini Kannon (Pana patrzącego w dół ze współczuciem”). Została zburzona w czasie pierwszej wojny i niedługo później (bo po drugiej wojnie światowej) odbudowana. Od tego czasu lśni, od ciągłego odświeżania czerwoną farbą. 😉 Uwierzysz że, rocznie odwiedza ją 30 milionów ludzi? To daje 2,5 miliona miesięcznie. 83 tysiące turystów dziennie.

Wróżba za 100 jenów.

W Japonii, takie sroki jak my, nazywa się gaijin (czyt. gajdzin). Gaijin to osoba z zewnątrz, obcokrajowiec. W takim razie, jak na srokę-turystkę przystało…  

Pochylam się nad ogromną kadzielnicą z brązu i zagarniam dłońmi dym, symbolicznie obmywając twarz. Japończycy wierzą, że ma to właściwości oczyszczające. Nie tylko w ten sposób zaklinają los. Lokalnych zwyczajów mają znacznie więcej. 😉 Studenci wypisują życzenia na drewnianych tabliczkach (ema), a sprzedawcy przyklejają do świątynnych filarów naklejki (senjafuda) ze swoim nazwiskiem lub nazwą sklepu.

Musisz wiedzieć, że Japonia nie jest zbytnio religijnym narodem. Z badań Pew Research Center w 2010 roku wynika, że praktyki religijne większości japończyków są związane bardziej z tożsamością narodową i przywiązaniem do tradycji, niż religijnością.

Skoro już o tradycji mowa, to czas wylosować wróżbę za 100 jenów (czyli 3,30 zł). Zasada jest taka, że jak wylosujesz dobrą wróżbę (największym szczęściarzom udaje się wylosować daikichi – bardzo duże szczęście lub kichi – duże szczęście) to musisz zachować ją w portfelu. Ja wylosowałam złą wróżbę. Więc, zgodnie ze zwyczajem, związałam ją na stojaku żeby odgonić (kyo), czyli zły urok.

Tokijskie krupówki.

Zakładam, że wszystkie złe moce wyparowały. Odstraszone jak przez czerwoną nitkę zawiązaną na nadgarstku. 😉 Teraz ze spokojem możemy przejść się aleją Nakamise-dori, wypełnioną papierowymi lampionami i stoiskami uginającymi się od najlepszych pamiątek w Tokio. W kramach znajdziesz: drewniane klapki, wachlarze, pocztówki, ceramiczne zestawy do serwowania herbaty, pałeczki, magnesiki, breloczki i całą masę innych gadżetów.

Wszystkie pamiątki dorwiesz w bardzo przystępnych cenach. Dlatego warto zrobić tu zakupy przed powrotem do domu. Co więcej, na Nakamise-dori nie zdołasz się oprzeć smakowitym przekąskom. Słodkości z fasoli i dziwaczne szaszłyki są pyszne. Nawet jeśli potrafisz rozpoznać tylko 10% tego, z czego są zrobione 😉

Palce możesz oczywiście oblizywać na legalu, ale pamiętaj, że kupione jedzenie powinnaś schować do torby. No, albo schować się w kącie sklepu i tam zjeść. Bo każda próba oddalenia się z jedzeniem w ręku kończy się zwróceniem uwagi przez sprzedawcę i natychmiastowym zawróceniem do sklepiku (…)

Zobacz zdjęcia.

Masz ochotę na więcej opowieści, Sroko? Mam nadzieję, że tak, bo materiału przywiozłyśmy bardzo dużo. Podzieliłam go na cztery srocze przewodniki po Tokio.

W każdym miejscu towarzyszyła nam piękna biżuteria marki Apart, dlatego jeśli coś wpadnie Ci w oko”, pod zdjęciem możesz kliknąć i zobaczyć z bliska. Oglądanie zaczynamy od…

naszyjnik Apart: Kolekcja Origami



bransoletka Apart, Kolekcja Origami

naszyjnik Apart: Kolekcja Origami



naszyjnik Apart: Kolekcja Origami




Artykuł powstał we współpracy z marką Apart.


Biżuteria Apart / Kolekcja Origami

Kimono: Joanna Hawrot

Podoba Ci się? Podziel się!